***

Warszawa 2019

 

Bazar, targ, handel uliczny z natury rzeczy był od wieków czymś niezwykłym. Był znaczącym elementem życia towarzyskiego, okazją do spotkań, zawierania znajomości, żywą kroniką wydarzeń lokalnych i światowych. Klimat tworzyli kupcy, handlarze i klienci, ale także wydrwigrosze i linoskoczki, domorośli muzykanci, żebracy i dziady proszalne, wspaniałe ludzkie typy. Do zwyczaju i dobrego tonu należało targować się z zapamiętaniem. Bazar był krainą nieograniczonych możliwości, był fantastycznym kolorowym miejscem, pełnym energii, zdarzeń i wyzwań wśród których handel był tylko jednym z wielu.

Marek Miller,

reporter

***

Pod koniec XVIII w. Warszawa miała 17 targowisk. W drugiej połowie XIX w. i na początku XX w., kiedy zaczynamy naszą opowieść, kwitły więc już bazary, kwitł handel uliczny. Możemy to zobaczyć nie tylko na rycinach z ówczesnej prasy, ale i na rodzącej się wówczas fotografii. Dzieje bazaru Różyckiego mają więc swoje tło, swój background. Spójrzmy na to otoczenie, przyjrzyjmy się miejscom. Które z nich mogły oglądać oczy Juliana Różyckiego.

Marek Miller,

reporter

***

Marek Miller,

reporter

Sergiusz Grudkowski,

malarz

Rozm. Katarzyna

Michałowska, LR

Andrzej Newelski,

malarz

Rozm. Michał Amielańczyk,

LR

Barbara Borysiuk,

kupiec

Rozm. Joanna Wilczewska,

LR

Sergiusz Grudkowski,

malarz

Rozm. Katarzyna

Michałowska, LR

"Ferajniarz", ur. 1918

Barbara Borysiuk,

kupiec

Rozm. Joanna Wilczewska,

LR

Olgierd Budrewicz,

reporter

Rozm. Małgorzata Pużyńska,

LR

"Ferajniarz", ur. 1918

Sergiusz Grudkowski,

malarz

Rozm. Katarzyna

MichałowskaLR

Barbara Borysiuk,

kupiec

Rozm. Joanna Wilczewska,

LR

Jadwiga Wierzbicka,

kupiec

Rozm. Joanna Wilczewska,

LR

Olgierd Budrewicz,

reporter

Ryszard Wójcicki,

fryzjer

Bohdan Tomaszewski,

dziennikarz sportowy

Marek Miller,

reporter

Ryszard Wójcicki,

fryzjer

Stefan Kłyszewski,

kupiec

Rozm. studentka LR

"Ferajniarz", ur. 1918

Jan Kruszewski,

gawędziarz praski i znawca

warszawskiego handlu

***

Marek Miller,

reporter

Marek Nowakowski,

pisarz

Marek Miller,

reporter

Piotr Kulesza,

prawnik,

student LR

Marek Nowakowski,

pisarz

Marek Miller,

reporter

Prolog

Zanim wszystko się zaczęło, bardzo często na ulicach Pragi można było obserwować zgrabny powozik zaprzężony w białego konia, w którym z dość pokaźną miną jechał starszy Pan. Ciekawe, że niemal jedna trzecia przechodniów kłaniała mu się i pozdrawiała go. Wiadomo bowiem było wszystkim od początku do końca, że jedzie sam potentat finansowy Pragi, właściciel aptek i bazaru, pan magister Julian Różycki.

 

Byłem na bazarze Różyckiego złodziejem i kochałem się w siostrze "Pięknego", Róży. To najładniejsza dziewczyna na Brzeskiej, tak wszyscy mówili. Pachniała słodyczami. Dosłownie słodyczami, bo często pomagała matce, która na bazarze trzymała kram z grecką chałwą, czekoladą i cukierkami. Róża miała świetne balkony, no i pięknie się całowała. Nie zamykała oczu, tylko patrzyła. Trzy lata później, w obozie koncentracyjnym, Niemcy spalili ją żywcem…
 

Byłem na bazarze kupcem. Żonę poznałem, kiedy swój pierwszy sklepik prowadziłem. Jej siostra tam przychodziła, to była ładna dziewczyna i zaczęła się u mnie zaopatrywać. Podobała mi się, ale naciągała mnie. Chciała, żeby jej bez przerwy fundować teatry, cukiernie, kina. Raz umówiłem się z nią na Śniadeckich, ale przychodzi do mnie taka młoda pani i mówi, że jej siostra nie może wyjść. I zaproponowała mi, że razem możemy spędzić czas. No to z tą przyszłą żoną zacząłem chodzić. Nie była naciągaczką, bo mi za bilet do teatru zwróciła. Pomyślałem, że taka prędzej się na żonę nadaje.
 

Bywalcem bazaru był "Kolka". Antoni Kolczyński uderzał przeważnie w ucho i jego punkt to było ucho. Cios to miał japoński – uderzał i jednocześnie przekręcał pięść. Tak jakby wyrywał to ucho. Kiedy ktoś tak dostał, to chodził zamroczony i "Kolka" go lał. Przed wojną walczył z nieoficjalnym mistrzem świata Jimem O’Malleyem, Amerykaninem. Wyjechał na mistrzostwa świata jako jedyny polski bokser. Miał wtedy 19 lat.
 

Po wojnie mieliśmy już w boksie nowych bohaterów: Kukiera, Stefaniuka, Chychłę i Drogosza. Widywano "Kolkę" już tylko od czasu do czasu. Co prawda na stadionie sportowym, ale już w innej roli. W potłuszczonej czapce i zniszczonym paletku stał przy wejściu i przedzierał bilety. Marniał w oczach.
 

Kolczyński lubiał sobie pochlać. W każdej knajpie przesiadywał. Najczęściej u Wicka Marynarza, bo to byli koledzy.
 

 

Wicuś Marynarz, czyli Wincenty Andruszkiewicz, do wybuchu II Wojny Światowej służył w marynarce wojennej, gdzie dostał się do niewoli. Prowadził na bazarze bar-budę, która stała się punktem skupowania broni dla podziemia i zdobywania od Niemców informacji. Po wojnie staje się właścicielem "Schronu u Marynarza", legendarnej knajpy na ul. Brzeskiej.
 

Kiedy Wicuś Marynarz kroczył Targową, to jakby sam król wyszedł na spacer. Ze wszystkich sklepów, zza wózków i straganów witały go przyjazne ukłony i pozdrowienia. Wicuś szedł wolno, lekko powłócząc lewą nogą, sapał, podpierał się swą grubą lagą.
 

Wysoki był, tęgi z brzuchem.
 

 

Tęgi? Wicek ważył chyba ze 130 kg.
 

 

Proszę sobie wyobrazić: monstrum. Ważył 200 kilo. Głowa mała, barczysty, w jakimś zdartym płaszczu wojskowym, swetrze albo marynarce niedopiętej, niechlujny taki. Spodnie miał krótkie, zawsze przed kostkę.
 

 

Straszny grubas. Dwieście pięćdziesiąt kilo wagi. Kwadratowy, wielki łeb, ciemny, krótko ostrzyżony.
 

To był ogromny kawał mięsa. Zawsze spocony, ważył jakieś 180 kg.
 

 

Ale żonę miał szczuplusieńką.
 

 

Mieszkał na Ząbkowskiej, nigdy nie chodził na piechotę. Sapiąc, toczył się wolno do bramy, a tam czekała już dorożka. Z pomocą dorożkarza ładował się do środka, a wokół zawsze zbierał się tłumek gapiów.
 

Nigdy chodnikiem nie chodził. Miał własną dorożkę na wzmocnionych resorach i wozaka, który mieszkał na Szmulkach.
 

 

Woził go Rysiek dorożkarz.
 

 

Mówiło się, że jak siadał do dorożki, to koń się na dyszlu podnosił.
 

 

Masa ludzi wychodziła na chodnik i czekała, kiedy pan Wincenty Andruszkiewicz usiądzie. On wchodził, a resory aż siadały do samej jezdni. Niektórzy patrzyli, ile centymetrów brakuje jeszcze, żeby ta dorożka siadła całkowicie. Za nim dzieciarnia leciała. A on nonszalanckim głosem żegnał tych ludzi, którzy stali i do niego machali… I wszystko szło dobrze, aż któregoś dnia przyszedł do niego ubek z propozycją nie do odrzucenia…
 

Różycki, Kłyszewski, "Ferajniarz", Andruszkiewicz, "Kolka" i inni. Co ich łączy? Można powiedzieć, że łączy ich bazar Różyckiego, ale co to znaczy "bazar"? Styl życia? Szczególne u tych ludzi poczucie niepokorności, niepodporządkowania, wolności i swobody. Facet mówi: "A co to ja będę szedł do roboty na ósmą. Ja szybki pieniądz lubię". Taki styl życia, takie… relacje. Relacje, w których każdy jest niezależny, ale gdzie jednocześnie najważniejsze jest to, co między ludźmi przepływa, co nie należy do nikogo, a jest własnością wszystkich. Właśnie bazar. Różycki, Kłyszewski, "Ferajniarz", Andruszkiewicz, "Kolka" i setki, tysiące innych postaci i twarzy, które przemijają, których nie sposób w pamięci zatrzymać, a które dzięki bazarowi składają się jak puzzle w twarz Boga. Poprzez wydarzenia ta twarz do nas mówi. Bazar do nas gada. Zanim wszystko ostatecznie przeminie, przyjrzyjmy się temu miejscu i wsłuchajmy się w to, co ono do nas mówi i co nam chce przez to powiedzieć.

Wstęp

Laboratorium Reportażu było dla nas niczym wspaniały jacht z sennych marzeń żeglarzy. Jacht miał nas zabrać na drugą stronę rzeki, do naszego eldorado, jakim okazał się bazar. Bazar był dla mnie areopagiem współczesnym, na którym nieustannie dokonuje się wymiana towarów, informacji, idei i wartości. To forum tętniące życiem i otwarte dla szerokiego ogółu tworzyło miejsce, w którym toczyło się autentyczne życie handlowe miasta i gdzie na światło dzienne wychodziły najlepsze i najgorsze strony ludzkiej natury. Dzięki bazarowi ludzie nawiązywali kontakt z innymi ludźmi i wydarzeniami, kształtując swoją opinię o świecie, w którym żyli, a nawet swoje rozumienie sensu życia. To wszystko już wiedziałem, zanim w Laboratorium pojawił się Marek Nowakowski. Wiedziałem, bo w dzieciństwie budził mnie stukot obręczy chłopskich furmanek na kocich łbach. Jechały z towarem na bazar. Chodziłem tam z rodziną na zakupy. Do dziś pamiętam niepokój i podniecenie, jakie tym wyprawom towarzyszyło. Ten niepokój, połączony z ryzykiem i ciekawością, towarzyszył mi przez całe życie. Gdziekolwiek się znalazłem: w Barcelonie, Paryżu, Wiedniu, Bangkoku, Jerozolimie, Kairze, gdy tylko mogłem, szedłem na bazar. Studiowałem temat, ale to dopiero Marek kazał mi przygotować wyprawę – wyznaczył kurs i postawił zadanie. Powiedziałem "kazał", bo to prawda. Nie prosił mnie i nie namawiał, nie argumentował, tylko po prostu kazał. Zawsze tak robił, kiedy był pewny swojego zdania, a ja byłem już wystarczająco dojrzały, żeby słuchać, żeby czuć, że jest to w najlepiej rozumianym interesie Laboratorium. Marek był bez wątpienia wybitnym pisarzem, a jednocześnie miał w sobie coś z dziennikarza i reportera. Lubił temat doświadczać sobą. Kochał życie, smakował je i wyciskał jak cytrynę. Był ciekawy ludzi, faktów, wydarzeń. Bazar widział w głębszej perspektywie, bliżej jądra, jakby to można powiedzieć za Conradem. Stał się dla nas kapitanem, a zarazem Marlowem snującym opowieść i nadającym jej ostateczny sens. Dla załogi Laboratorium został "gwarantem" wobec ludzi z bazaru, czuł się więc za nas odpowiedzialny. Z powodu mojego dzieciństwa czułem z nim pewne pokrewieństwo i bliskość poglądów. Byliśmy jak dwa psy myśliwskie, które złapały ślad. Pozostawałem wdzięczny Bogu za wsparcie, którego Marek nam użyczał. 
 

Bazar Różyckiego – azyl wolności w Polsce Ludowej – ostatnia Grenada. Bazar to fantastyczny paradoks. Bo zawsze tęsknił za wolnym rynkiem, za kapitalizmem, a kiedy kapitalizm wreszcie przyszedł, to go zabił. Kiedy zaczął się początek końca, to pomyślałem, aby zainteresować sprawą Marka Millera i jego Laboratorium Reportażu. W proces dokumentacji tematu zaangażowali się studenci, a w szczególności Piotr Kulesza, owocem czego był jego debiut – literacka próba opisu bazaru zatytułowana "Niebieski syfon".
 

Stoję z Markiem Millerem – mamy robić reportaż. Obok Nowakowski – wtedy dla mnie po prostu starszy gościu: gęsta czupryna, posiwiała broda, jakiś dystans. No i jeszcze z pięciu ludków takich jak ja – jednym słowem, wycieczka. W małym pomieszczeniu ledwo się mieścimy. Prezes wyciąga wycinki, ulotki, oświadczenia… recytuje, jak to w 1901 r. Julian Różycki… Wychodzę zapalić. Skręcam w pustą alejkę. Długi szereg pozamykanych bud. Zielona, złuszczona farba ledwo się trzyma starych desek. Pordzewiałe kłódki. Cmentarz. Mijam te nagrobki. Skręcam w główną alejkę. Niedobitki wielkiej wojny z wolnym rynkiem… liżą rany. Na ladach jakaś tandeta, stare książki, używane komórki, diabli wiedzą co. Przed biurem Prezesa spotykam Nowakowskiego. Proponuje, że mnie pozna z kimś z bazaru. Kiwam przecząco głową. – Wie pan, nie czuję tego. Facet patrzy na mnie, jakby ustawiał ostrość w obiektywie. Nic nie mówi. Odchodzę. Czy patrzył za mną? Nie sądzę, chyba poszedł w drugą stronę.
 

Piotr Kulesza był studentem Laboratorium, ale kilka lat starszym od reszty załogi. Wysoki, szczupły i niezwykle wyrywny, szybki, w gorącej wodzie kąpany. Zanim my znaleźliśmy się w połowie drogi on już wydał swoją książkę, po czym zniknął, przestał istnieć. Miał w sobie coś z tajemniczości Kurzta, choć nie wiem czy nie nadużywamy już tej analogii z arcydziełem. W końcu, to co piszemy to tylko reportaż. Niemniej, dedykujemy Piotrowi książkę, bo po Marku Nowakowskim wniósł w nią największy wkład.
 

Jedną z bazarowych postaci, którą zainteresowałem Millera, był mój przyjaciel Mieczysław Przyjemski, wyjątkowo nieudolny kryminalista. Przesiedział w różnych więzieniach prawie dwadzieścia lat - co wyszedł na wolność, to organizował kolejny nieudany skok i z powrotem wracał za kraty. Bywał i na bazarze - facet autentyczny. Namówiłem Millera, aby Laboratorium sfinansowało jego przychodzenie do szkoły i opowiadanie o swoim życiu. Studentka Zuzanna Pol opracowała i wydała w formie książki to jego opowiadanie. Nosiło tytuł "No i dobra siedzę sobie…" – to autentyczna opowieść prawdziwego człowieka, który mówił gwarą warszawską. Zuzanna Pol i Piotr Kulesza połknęli haczyk, co miało dla naszej historii swoje konsekwencje. W dzieciństwie z chęcią sam podążałem na Pragę: biedną, szemraną, pełną starych kamienic, ruder, zaułków, przechodnich bram. Byłem ciekawy świata. Chciałem poczuć życie. Na lewym brzegu Wisły wszystko było zniszczone. Stare miasto leżało w gruzach, ale na Pradze ocalały stare kamienice. Wojna zniszczyła miasto, ale nie zniszczyła ludzi, ludzie byli i bazar funkcjonował. Stał się i moim światem. Poznawanie Różyckiego było ważnym etapem w moim życiu. To było wspaniałe uczucie - bazar promieniował w tym szarym warszawskim świecie. Rozlewał się na ulice Targową, Ząbkowską, Brzeską, ludźmi, ich działaniami, rozmowami, interesami w bramach. Spotykałem tam przedstawicieli wielu różnych zawodów, grup społecznych, środowisk i to powodowało u mnie ferment. Dziś powstały na Pradze wielkie centra handlowe, hipermarkety, ale są jeszcze ludzie, którzy cenią bezpośredni kontakt człowieka z człowiekiem. Są jeszcze ludzie tęskniący za bazarem, tęskniący za życiem.
 

Naszym kapitanem i gospodarzem, jak już wspomniałem, był Marek Nowakowski. Wszyscy spoglądaliśmy ku niemu serdecznie, gdy tak stał między nami paląc papierosa. W całym mieście nie było nikogo, kto choćby w części wyobrażał postać tak bardzo związaną z tym miejscem. Przypominał pilota, który dla marynarza jest wcieleniem tego, co zasługuje na najwyższe zaufanie. Trudno było sobie wyobrazić, że teren jego penetracji nie leżał już het tam u początku dziejów, że nie znał samego Juliana Różyckiego. Wydawało się bowiem, że nie patrzył na bazar przelotnym spojrzeniem krótkiego dnia, a przywołaniem wielkiego ducha przeszłości. To wrażenie to było coś takiego, jak Wisła, która płynie dzisiaj i która płynęła, jak nas jeszcze nie było na świecie, kiedy jej brzegi porastała pradawna puszcza.

Marek Nowakowski (02.04.1935 - 16.05.2014)

***

Wykaz stosowanych skrótów i skrótowców

1) AHMMPW – Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego
2) AHMMWP – Archiwum Historii Mówionej Muzeum Warszawskiej Pragi
3) Fot. – fotografował
4) LR – Laboratorium Reportażu
5) Mal. – malował, malowała
6) Oprac. – Opracowały
7) PAL – Polska Armia Ludowa
8) PAST – Polska Akcyjna Spółka Telefoniczna
9) PAN – Polska Akademia Nauk
10) PIW – Państwowy Instytut Wydawniczy
11) PR – Polskie Radio
12) Rozm. – rozmawiał, rozmawiała
13) Rys. – rysował
14) Ryt. – rytował
15) Sygn. – sygnatura
16) TPP – Towarzystwo Przyjaciół Pragi
17) YMCA – Young Men’s Christian Association (Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej)
18) ZWZ – Związek Walki Zbrojnej
19) ŻIH – Żydowski Instytut Historyczny

 

Spis inicjałów studentów laboratorium reportażu, którzy przeprowadzali rozmowy, występujących w pierwszym tomie

A.R. – Andrzej Rudnicki
A.S. – Aleksandra Samborska
G.S. – Gabriela Sobiech
J.S. – Joanna Sopyło
J.W. – Joanna Wilczewska
K.M. – Katarzyna Michałowska
L.N. – Leszek Nurzyński
M.A. – Michał Amielańczyk
M.K. – Marta Kamińska
M.P. – Małgorzata Pużyńska
W.P. – Wojciech Przesmycki
X. – nazwiska nie udało się ustalić

MAREK MILLER

 

TOM I

ZA CARA, ZA SANACJI i ZA NIEMCA


Współpraca

Maciej Łopuszyński, Leszek Nurzyński

oraz

studenci Laboratorium Reportażu i Dokumentalistyki
 

Nota redakcyjna

Aby tekst stał się przejrzysty, zrozumiały, płynny i łatwy do odczytania, musieliśmy nieznacznie zaingerować w cytowane relacje, wspomnienia, artykuły, dokumenty. Ingerencje nasze dotyczą głównie montażowej płynności, eliminacji powtórzeń, wynikają także z konieczności dokonania skrótów. Nie narusza to naszym zdaniem w żaden sposób intencji i sensu cytowanych materiałów. Ze względu na skomplikowaną strukturę książki, pragnąc ułatwić jej czytanie, zamieszczamy również stosowane skróty.

Realizacja i montaż: Jakub Hordyj, Krzysztof Warnegau

Operator drona: Jan Owczarek

Producent: Grzegorz Kozera

Metoda

Unikalna metoda, według której powstaje rekonstrukcja scen z życia Bazaru polega na montażu relacji bezpośrednich uczestników i świadków wydarzeń. Zastosowana tu specyficzna narracja i dramaturgia pozwala osiągnąć efekt epickiej opowieści pozostającej nadal historycznym dokumentem.

 

Wyjątkowość i znaczenie projektu

Rekonstrukcja dokumentalna dziejów Bazaru Różyckiego ma wszelkie szanse stać się twórczym elementem polityki historycznej, elementem edukacji młodego pokolenia w poznawaniu historii, a zwłaszcza komunistycznych realiów PRL.

Dla obcokrajowców zwiedzających Warszawę multiplastikon jako obiekt - panorama, stanowiłby atrakcję turystyczną funkcjonującą na terenie Bazaru spełniając rolę promującą obyczaje, tradycje i dzieje Pragi.

 

Inspiracja, autorstwo, partnerzy

Inspiratorem i pomysłodawcą projektu był Marek Nowakowski (ur.1935) należący do tzw. pokolenia "Współczesności". W swojej twórczości zajmował się oficjalnie przemilczanymi w PRL obszarami życia, ludźmi z tzw. marginesu społecznego. Od wielu lat poprzez swoją twórczość związany z Bazarem Różyckiego. Autorem polifonicznej powieści dokumentalnej (reportażowej) jest Marek Miller (ur.1951), reporter i założyciel Laboratorium Reportażu. Wsparcie projektu: Narodowe Centrum Kultury, Muzeum Warszawy, Muzeum Warszawskiej Pragi, Burmistrz Dzielnicy Praga Północ, Wydawnictwo "Akces".

 

Podziękowania

Książka ta nie powstałaby bez pomocy wielu osób i instytucji, którym autor chciałby niniejszym podziękować:

  • Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego w osobach wiceminister Wandy Zwinogrodzkiej i wiceministra Jarosława Sellina za wsparcie projektu.
  • Narodowemu Centrum Kultury za pomoc w realizacji projektu.
  • Burmistrzom Pragi-Północ Pawłowi Lisieckiemu i Wojciechowi Zabłockiemu, za wiarę w wartość projektu i wspomaganie nas cennymi uwagami i kontaktami.
  • Muzeum Warszawy i Muzeum Warszawskiej Pragi w osobie dyrektor Ewy Nekandy-Trepki, za współpracę merytoryczną nad "Dziejami bazaru Różyckiego" oraz cenną pomoc w korzystaniu z archiwum historii mówionej i gromadzeniu ikonografii.
  • Spadkobiercom Juliana Różyckiego, a zwłaszcza Stanisławowi Kazikowskiemu, Zdzisławowi Różyckiemu, Jerzemu Potockiemu, Michałowi Potockiemu, za cierpliwe tłumaczenie rodzinnej historii i bezcenną pomoc w gromadzeniu dokumentacji.
  • Katedrze Antropologii Mediów Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii w osobach prof. dr hab. Roberta Cieślaka oraz dr hab. Jacka Wasilewskiego za twórcze, kreatywne rady, za nieustającą życzliwość i zainteresowanie procesem pracy nad projektem.
  • Mirosławowi Kulisiowi, za wieloletnie wsparcie, gdy brakowało nam funduszy "do pierwszego", za niesłabnące zainteresowanie projektem i propagowanie go na łamach tygodnika "Angora".
  • Przyjaciołom z Polskiej Agencji Fotografów "Forum" w osobach Krzysztofa Wójcika i Jarosława Stachowicza, za współpracę merytoryczną i udostępnienie zdjęć.
  • Agencji fotograficznej East News w osobie prezesa Jana Wojciecha Łaskiego, za pomoc w archiwalnych poszukiwaniach i udostępnienie zdjęć.
  • Spółce Liebrecht & wooD w osobie dyrektora ds. marketingu Monice Piwońskiej, za życzliwość i pomoc w gromadzeniu dokumentacji do książki.
  • Spółce Port Praski w osobach Adama Pykel i Krzysztofa Pykel, za wsparcie i serce do projektu.
  • Jackowi Kurczewskiemu i jego zespołowi - autorom książki "Wielkie bazary warszawskie", z której to pozycji czerpaliśmy pełnymi garściami. To oni przetarli szlak, który wyznaczył nasz horyzont.
  • Znawcom tematu Januszowi Owsianemu i Januszowi Sujeckiemu, z których dorobku i ocen krytycznych korzystaliśmy.
  • Michałowi Bukojemskiemu, Maciejowi Drygasowi, Pawłowi Nowickiemu, Andrzejowi Sapiji, Piotrowi Wojciechowskiemu, naszej radzie artystycznej projektu, za trzeźwy, krytyczny stosunek do tematu, ratujący nas od wielu grzechów, błędów i pokuszeń.
  • Piotrowi Bratkowskiemu i Adkowi Drabińskiemu, naszym dyżurnym krytykom i recenzentom, za cenne rady i wiele pomocnych uwag, dzięki którym książka przybrała ostatecznie obecny kształt.
  • Maciejowi Łopuszyńskiemu i Leszkowi Nurzyńskiemu, moim (autora) asystentom i najbliższym współpracownikom, bez których ta książka by nie powstała.
  • Studentom Laboratorium Reportażu i Dokumentalistyki, których wywiady stanowią główną materię książki, za ich mrówczą pracę, która tak pięknie zaowocowała.
  • Joannie Dubel, dobremu duchowi projektu, koordynatorce i opiekunce studentów, dzięki której wszystko należycie funkcjonowało.
  • Jackowi Beberokowi, za ogromny trud organizacyjny włożony w powstanie projektu, za zawsze dobrą wolę i talent do ogarniania całości.
  • Tamarze Owczarskiej, za to, że była naszą muzą, dzięki której nawiązywaliśmy znaczące kontakty, umożliwiające realizację projektu.
  • Mecenasowi Markowi Markiewiczowi, za "szczęśliwą rękę", czyli zetknięcie autora z Wydawnictwem "Akces".
  • Annie Andruchowicz, za opracowanie stron tytułowych rozdziałów.
  • Mojej (autora) rodzinie, Teresce, Ani i Mateuszowi, za nieustającą pomoc, cierpliwość i wsparcie, za to, że byli ze mną w trakcie długiego i trudnego czasu pracy nad książką.

 

Laboratorium Reportażu dziękuje następującym instytucjom za udostępnienie fotografii oraz materiałów archiwalnych do wykorzystania w niniejszej książce: Bibliotece Narodowej, Bibliotece Publicznej m. st. Warszawy – Bibliotece Głównej Województwa Mazowieckiego, Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, Bibliotece Głównej Politechniki Warszawskiej, Instytutowi Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Muzeum Etnograficznemu im. Seweryna Udzieli w Krakowie, Muzeum Narodowemu w Warszawie, Muzeum Warszawy, Stacji Muzeum, Wojewódzkiemu Urzędowi Ochrony Zabytków w Warszawie, Żydowskiemu Instytutowi Historycznemu, a także Jackowi Andruszkiewiczowi, Rafałowi Bielskiemu, Krzysztofowi Kliszczyńskiemu, Wojciechowi Lelińskiemu, Andrzejowi Maratowi, Wiesławowi Ochmanowi, Michałowi Potockiemu, Zdzisławowi Różyckiemu, Filipowi Stanowskiemu, Pawłowi Stali, Jarosławowi Zielińskiemu i Rafałowi Żebrowskiemu.

Julian Różycki (11.03.1834 - 23.04.1919)

Cel

Dzieje Bazaru chcemy zrekonstruować w formie praktykowanej przez nas polifonicznej powieści dokumentalnej (reportażowej), która stałaby się swoistym scenariuszem do filmu dokumentalnego, słuchowiska dokumentalnego, teatru faktu a wreszcie multiplastikonu – wirtualnego muzeum miejsca (obiektu odnoszącego się do idei panoramy zrealizowanej w technice 3D).

Materiały do dziejów Bazaru zbierane są przez studentów Laboratorium Reportażu, Dokumentalistyki, uczniów szkół praskich, także przez mieszkańców Warszawy zainteresowanych tematem.

Idea

Ideą projektu jest multimedialna polifoniczna opowieść o dziejach Bazaru Różyckiego. Dzieje te zaczynają się w drugiej połowie XIX wieku. Historia tego Bazaru po drugiej wojnie światowej to historia miejsca, którego władza nie była w stanie do końca ogarnąć i oswoić.

To historia PRL-u opowiedziana poprzez pieniądze. Poprzez niezależność, którą dają. Tu funkcjonował obok siebie kupiec i paser, prostytutka, złodziej, milicjant. Każdy z nich miał swój interes niepodporządkowany żadnemu innemu interesowi. Bazar Różyckiego nigdy nie wtopił się w komunizm. Był tyglem autentyzmu w morzu propagandowego współistnienia mas pracujących miast i wsi a jednocześnie w miarę upływu czasu stawał się miejscem gdzie wszystko i wszyscy są do kupienia, gdzie każdy może każdego zniszczyć i zgnoić, gdzie nikt nie jest ważny i nic nie jest ważne, gdzie więzi społeczne przekształcają się w relacje handlowe. To trwanie wspólnoty, jej rozkład i ponowna próba zmartwychwstania stanowi ideę projektu. Dzieje Bazaru Różyckiego odnoszą nas jednak daleko głębiej niż tylko historia polityczna i obyczajowa PRL stając się symbolem, metaforą życia samego z jego karnawałową istotą i zagadką.

Redakcja wersji internetowej projektu


Redaktor naczelny: Karol Bulski, Leszek Nurzyński

Redaktor techniczny, Webmaster i Webdesigner: Tomasz Zysser

Konsultacje: Marcin Kasprzyk, Wojciech Nowakowski

Gospodarze projektu: Katedra Antropologii Mediów Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizacja Dokumentalistyka oraz Fundacja Laboratorium Reportażu

To, co czytamy tu, słuchamy i oglądamy, to wirtualne muzeum miejsca i multimedialne archiwum tematu oparte na naszej polifonicznej powieści dokumentalnej.

  Kliknij głębiej (Okładki alternatywne)

MAREK MILLER

 

    PROJEKT

 

 

 

czyli

Dzieje Bazaru Różyckiego

 

Pamięci Marka Nowakowskiego i Piotra Kuleszy

Znak Laboratorium Reportażu (dwie przecinające się elipsy) jest symbolem płodności, rozmnażania się idei i nieustającego dążenia do doskonałości. Logo Laboratorium Reportażu jest świadomym nawiązaniem do twórczości Juliusza Osterwy i Jerzego Grotowskiego. Laboratorium Reportażu to ośrodek poszukiwań i eksperymentów w dziedzinie zbiorowej pracy nad tekstem, multimedialnego opowiadania tematu oraz penetrowania przestrzeni pomiędzy dziennikarstwem a pisarstwem. Poszukujemy nowych możliwości reportażu. Jedną z nich jest prezentowana tu polifoniczna powieść dokumentalna.

<< Wstecz

Skomentuj:
Imię i nazwisko:
Twój e-mail:
Treść komentarza:
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!