Czy miasto, jego mieszkańcy mogą stworzyć zbiorową opowieść? Chcielibyśmy zaprosić Czytelników do próby odpowiedzi na to pytanie. Od ponad 10 lat Laboratorium Reportażu Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego zbiera materiały do dziejów bazaru Różyckiego. Inspiratorem tematu był nasz przyjaciel, pisarz i wykładowca Laboratorium Reportażu, Marek Nowakowski. Autorem powieści i jej „dyrygentem”, „reżyserem” jest Marek Miller – reporter, założyciel Laboratorium. Relacje bezpośrednich świadków i uczestników wydarzeń zbierali studenci Uniwersytetu Warszawskiego oraz uczniowie praskich liceów. W czerwcu 2015 r., dzięki dofinansowaniu Narodowego Centrum Kultury, ogłosiliśmy konkurs otwarty na wspomnienia, relacje, zdjęcia dotyczące dziejów bazaru. Wszystkie te działania doprowadziły do sformułowania idei polifonicznej powieści dokumentalnej.

Idea powieści dokumentalnej ma jednak swoją prehistorię i wywodzi się z realistycznej i naturalistycznej powieści. Wywodzi się z Zolowskiej idei powieści eksperymentalnej, która zakładała, że powieść stanie się dokumentem po przezwyciężeniu „literackości” każącej podporządkować „prawdę życia” wzniosłym zasadom moralnym, wymogom konwencji literackich czy sztuce pięknego pisania. Wszyscy wielcy dziewiętnastowieczni pisarze realiści – Zola, Balzak, Tołstoj, Dickens – zbliżyli się do technik reportażu, wprowadzając do swoich powieści relacje naocznych świadków, dokumenty, historie z gazet, tak by nadać im jeszcze większe poczucie realizmu, wiarygodności i autentyczności. Capote, autor opartej na faktach powieści „Z zimną krwią”, uważał, że z dziennikarstwa, reportażu można stworzyć nowy poważny rodzaj literacki – „powieść niebeletrystyczną”. Powieść „Co dzień świeży pieniądz, czyli dzieje bazaru Różyckiego” jest próbą podjęcia tamtych wyzwań, idei, marzeń.

Co winno zostać z powieści tradycyjnej w powieści dokumentalnej? Co powieść może wnieść do reportażu? Na pewno może zaoferować mu swój wielowiekowy dorobek w postaci metod, chwytów, sposobów zapisu rzeczywistości. Bo czyż powieść poprzez próbę odpowiedzi na pytanie, czym jest przygoda (zdarzenie, działanie – Cervantes), co dzieje się we wnętrzu człowieka (psychika bohatera i tajemnica uczuć – Stendhal, Flaubert), poprzez odkrywanie, jakie są korzenie człowieka w historii (Balzak), nie próbuje oddać społecznej i egzystencjalnej rzeczywistości?[1] O tych wynalazkach powieści pisze Milan Kundera. Kontynuując jego historię sztuki powieści, można zapytać: czyż powieść, poszukując w ludzkich decyzjach i zachowaniach śladów pierwiastka irracjonalnego (Tołstoj), zgłębiając czas i nieuchwytną chwilę przeszłą wraz z Proustem, nieuchwytną chwilę teraźniejszą z Joyce’em, nie poszukuje metod zapisu coraz bardziej komplikującego się świata? Świadomość tego dorobku powieści może umożliwić dogłębną rekonstrukcję i interpretację współczesnych wydarzeń, którymi interesuje się reportaż i wyrastająca z niego powieść dokumentalna. W naszym przedsięwzięciu staramy się, aby ta świadomość nam towarzyszyła, wierząc, że przyczyni się do stworzenia reportażu antropologicznego, patrzącego na życie człowieka jako na całość.

Dzieje bazaru Różyckiego to kawałek polskiej historii opowiedzianej poprzez pieniądze, poprzez niezwykłą przyjemność ich zarabiania i niezależność, którą dają. Tu w okresie PRL-u funkcjonowali obok siebie kupiec, paser, prostytutka, złodziej, milicjant. Każdy z nich miał swój interes niepodporządkowany żadnemu innemu interesowi. Bazar Różyckiego nigdy nie wtopił się w komunizm.[2] Był kroplą autentyzmu w morzu propagandowego współistnienia „mas pracujących miast i wsi”. Pieniądze, ekonomia, handel, nigdy nie były silną stroną Polaków. Rzadko bywały tematem. Nie zbudowaliśmy w literaturze etosu przedsiębiorczego, bogacącego się mieszczaństwa wzorem Francuzów, Niemców czy Brytyjczyków. Romantyzm przedkładał ponad wszystko bohaterstwo i poświęcenie dla ojczyzny, czyniąc z pieniędzy kwestię wstydliwą. Pozytywizm poprzez postać Wokulskiego w „Lalce” Prusa był już co prawda bliski ekonomii, ale miłość do hrabianki Łęckiej skutecznie zdyskredytowała go jako człowieka interesu. Najbliższy wzorca rekina kapitalizmu był Borowiecki, główny bohater „Ziemi obiecanej” Reymonta, który jednak musiał zrezygnować z ideałów i moralności, by utrzymać swoją pozycję. Komunizm z ludzi przedsiębiorczych – „prywaciarzy” i „badylarzy” – uczynił wrogów publicznych, każąc im płacić za niezależność finansową wysoką cenę. Przedsięwzięcie nasze wypełnia więc pewną lukę. Jest zwróceniem czci i głoszeniem chwały badylarzy, prywaciarzy, kupców i przedsiębiorców. Jest opowieścią o radości z bogacenia się i przekonaniem, że nic dobrego nie wyniknie z tego, jak wszyscy będziemy biedni. Lukę stanowi dotąd również sam temat powieści. Bazar Różyckiego pojawia się co prawda u Hłaski, Tyrmanda, Łysiaka i Nowakowskiego, ale nie ma utworu, który wykorzystywałby go w głębszy sposób. Jest to egzotyka, która służy jedynie jako tło. U nas bazar staje się jądrem, istotą tematu.

Opowiadanym przez nas dziejom bazaru Różyckiego towarzyszy wiara w „prawo powszechnej analogii”. Wszystkie zjawiska świata odbijają się w sobie nawzajem, a to tylko my zazwyczaj przeoczamy te związki. „Płynie czas, istnieje historia i współczesność, natura i kultura, fakty psychiczne i fizyczne, lecz ukryte analogie wiążą je w jedność pełną i w gruncie rzeczy nieruchomą. Nieustanne łączenie odległych obrazów w spoisty system analogii tkwi oczywiście u podstaw wszelkiego myślenia poetyckiego: na analogii opiera się przecież metafora. Czasami jednak myślenie takie nabiera szczególnych odcieni. Kiedy dotyczy nie tylko dzieła, ale i świata poza nim. Zasada »powszechnej analogii« pochodzi od Swedenborga, odnajdziemy ją też w późniejszej tradycji ezoterycznej, oraz – co równie znamienne – u surrealistów, Bretona i Artauda, przewija się również u Joyce’a. Natłok obrazów, ostrych, momentalnych, przelotnych, jest chyba nie tylko bogactwem, nadmiarem, radością tworzenia i kojarzenia. Jest może czymś więcej: marzeniem o tajemnej logice świata, o owej »jedności w wielości«, której szukamy od stuleci. Bezskutecznie, ale cóż z tego?” – pisał Konstanty Puzyna.[3]

Z prawem powszechnej analogii wiąże się przyswajalność reportażu, z którego wyrasta polifoniczna powieść dokumentalna. Reportaż ma niezwykłą łatwość przyswajania nie tylko innych gatunków dziennikarskich, tekstów takich jak wywiad, felieton czy esej, ale również innych dziedzin, takich jak filozofia czy poezja. Szukając kamienia filozoficznego w „kunstkamerze” bazaru Różyckiego, korzystamy z przyswajalności reportażu pełnymi garściami.

Po idei czas na strukturę naszej powieści. Budujemy ją na dwóch poziomach. Na poziomie pierwszym układamy fabułę, a nad nią rozwijamy tematy, motywy i wątki. Fabuła podąża za czasem historycznym, stąd tytuły naszych rozdziałów: „Za cara”, „Za sanacji”, „Za Niemca”, „Za Stalina”, „Za Gomułki”, „Za Gierka”, „Za Solidarności”, „Za Unii”. Każdy z rozdziałów ma swoich bohaterów. Poprzez opisywane wydarzenia wiemy, co sądzą o sobie i o świecie. Każdy rozdział to jednocześnie period od świtu do nocy, od wiosny do zimy. Nasza powieść to niekończący się dialog. Bazar wiecznie gada, sam ze sobą i z nami, którzy przyszliśmy go wysłuchać. Kiedy nasi rozmówcy mówią o czymś dużo to i my w powieści mówimy dużo, kiedy mówią mało, my również mówimy mało. Dlatego nie piszemy tej powieści, a jedynie układamy (montujemy) ich wypowiedzi. Wsłuchujemy się w to, co mówią i w to, co chcą nam przez to powiedzieć. To oni są prawdziwymi autorami naszej opowieści. Nad fabułą rozwijamy tematy, np. handel bydłem, końmi, bronią, ciuchami. Tematy podlegają obróbce w fabule oraz poprzez nią. Uważamy za Kunderą[4], że powieść staje się płaska, jeśli porzuca swoje tematy i zadowala się jedynie snuciem fabuły. Natomiast temat może być rozwinięty poza fabułą. Występować jednorazowo i stanowić specyfikę w danym okresie historycznym. Od tak rozumianego tematu odróżniamy motyw; jest to składnik tematu bądź fabuły, który w trakcie powieści powraca kilkakrotnie, zawsze w innym kontekście. U nas jest to np. instytucja flaków czy gra w benkla. Na koniec, od tematów i motywów odróżniamy wątek – składową część fabuły układającą się konsekwentnie w odrębną całość – u nas wątek żydowski czy wątek kapel bazarowych.

Podstawowym materiałem do powieści są wywiady z bohaterami i świadkami wydarzeń zebrane przez nas bądź istniejące już wcześniej w różnego typu archiwach. Zbiór relacji służy do rekonstrukcji wydarzeń i ich interpretacji w sposób polifoniczny. Zastosowana tu specyficzna narracja i dramaturgia pozwala osiągnąć efekt epickiej powieści pozostającej nadal historycznym dokumentem. Tak jak literatura zajmuje się studiowaniem egzystencji człowieka, tak powieść dokumentalna studiuje aktualną kondycję wspólnoty ludzkiej, będąc swoistym raportem ze stanu jej świadomości. Tak jak powieść tradycyjna spełnia się sama w sobie, tak powieść dokumentalna odnosi nas bezpośrednio do rzeczywistości i chce ją zmienić, jest intencjonalna i zmierza do czynu. Za taką dominantą programową w powieści dokumentalnej zdecydowanie optujemy, czyniąc z niej argument na rzecz autonomii tego gatunku.

Dzięki metodzie polifonicznej powstaje panoramiczny, widziany z wielu punktów widzenia obraz wydarzeń, obraz wspólnoty ludzkiej i ocena stanu jej więzi. Metoda ta wynika z kondensacji zbiorowego doświadczenia. Określenie „kondensacja” rozumiemy tutaj w ten sposób, że każda kolejna wypowiedź nie powtarza znanych już informacji, opisów i ocen, a dopełnia je lub pogłębia. Gdyby w przyszłości, po zakończeniu określonej fazy powieści, znaleziono dodatkowe, znaczące relacje dotyczące któregoś z tematów lub wątków, tekst powieści można by stosunkowo łatwo uzupełnić, „wcinając” w niego pozyskany materiał. W tym sensie powieść dokumentalna stanowi utwór otwarty. Nazywamy tę możliwość „powieścią kroczącą” lub „konstrukcją w procesie” – powieścią, którą można w zasadzie pisać w nieskończoność, ciągle ją uzupełniając i pogłębiając. Dzięki internetowi, cyfryzacji i twardym dyskom staje się to stosunkowo proste.

Styl naszej powieści wynika również z przyjętej przez nas metody prezentowania ikonografii, zdjęć, rycin, wycinków prasowych etc. Nie ilustrujemy nimi książki, a próbujemy związać je w sposób organiczny z tekstem, czyniąc z nich jeden z ważnych elementów opowieści. Zebrany materiał łączy konieczny i bezpośredni związek z dziejami bazaru. Staramy się być wierni klimatowi, atmosferze i poetyce poszczególnych okresów historycznych – od stylu oprawy graficznej cytowanych pism, poprzez panującą w określonych okresach modę, po sposób mówienia bohaterów (gwarę), teksty śpiewanych na bazarze piosenek, po slogany reklamujące sprzedawany towar. Czym jednak jest dla nas sam bazar?

Miejsce to staramy się wpisać w szerszy kontekst. Dowodów na współpracę ludzi, na dialog, na współbycie jest wiele: pozostałość rynków, portów, miejsc, gdzie znajdowały się agory i sanktuaria. Są to miejsca spotkań i wymiany myśli, idei oraz towarów. Zawierano na nich przymierza i sojusze. Znajdowano wspólne cele i wartości. Dzięki temu „inny” przestawał być synonimem wrogości, obcości, zagrożenia i zła. Każdy odnajdywał w samym sobie choćby cząstkę innego.[5] Wspólnotową inspirację do definiowania bazaru znaleźliśmy u socjologów. Dostarczył nam ją zespół Jacka Kurczewskiego (Jacek Kurczewski, Mariusz Cichomski, Krzysztof Wilński) w książce „Wielkie bazary warszawskie”. Pisali oni, że bazar śmiało można nazwać źródłem swobody i przekraczania granic, ponieważ liczy się on tylko i wyłącznie z własnymi zasadami, regułami. Pisali, że bazar to nic innego jak ucieleśnienie wolnego rynku, które zmusza do traktowania oferty handlowej niezależnie od płci, religii, światopoglądu i rasy. Ta równość jest zagwarantowana przez warunki konstytuujące bazar: prawo popytu i podaży, kult zysku ponad podziałami. Wolny rynek rodzi kulturę wolności, swoiste rozpasanie, którego sens społeczny określamy jako otwartość i demokrację.

Dlatego bazar był i pozostaje swoistym azylem dla handlujących cudzoziemców. Jest miejscem spotkania tych, którzy, handlując, przekraczają granice. Wielokulturowość jest płodna jak handel. To egalitaryzm wyrażający się w tym, że tutaj ambasador, poseł, poeta i złodziej na równi przepychają się przez tłum, a cenę każdorazowo ustala się w ramach anonimowej negocjacji. Ten egalitaryzm daje też poczucie wolności tłumowi bazarowemu, wyzwolonemu – od momentu przekroczenia granicy targowiska – ze swych codziennych ograniczeń statusu społecznego.[6]

Przed I wojną światową i w okresie międzywojennym przeważającą część handlujących na bazarze Różyckiego stanowili Żydzi. Polacy dopuszczani byli do sprzedaży naręcznej niekonkurencyjnej. Bazar pozostał terenem, gdzie ścierały się kultury różnych narodowości: Żydów, Polaków, Niemców, Rosjan. Wokół słychać było mieszaninę języków: jidysz, polskiego, rosyjskiego, niemieckiego – gwar był wielojęzyczny, uzupełniany charakterystycznymi ubiorami, zachowaniami. Bazar to swoista egzotyka i swojskość. Świat idei i świat materii.

Ekonomia rządzi światem. Handel kwitł zawsze. To jedyna dziedzina współżycia międzyludzkiego na świecie, której nie zniszczyły ani podboje, ani wojny, ani okupacje. Ci na górze ze sobą walczą, a ci na dole handlują. Ale handlowanie i targowanie się to tajemnicza namiętność. Na bazarze wszyscy ogarnięci są namiętnością kupowania i sprzedawania. Sam proces handlu pasjonuje wszystkich bardziej niż przedmioty transakcji, nawet bardziej niż zysk. To swoiste szaleństwo nieokiełznanego wydawałoby się handlu na setkach i tysiącach stłoczonych straganów stanowi swoistą wartość dodaną. Bazar jest zbiorowością, w której ludzie nawzajem podniecają się swą aktywnością do zakupów. Jednocześnie ta pulsująca kupieckim podnieceniem aktywność innych jest podnietą dla każdej jednostki. Bazar stanowi szczególną formę zachowań karnawałowych, takich jak odpusty, wesela, chrzciny, dożynki… Wspólnym mianownikiem cech karnawałowych tych różnych świąt jest ich istotny związek z czasem wesołym, w którym zanegowany jest świat „serio”, ze swoją strukturą i hierarchią społeczną.[7]

Bazar jest krainą nieograniczonych możliwości, dobrych i złych. Jest fantastycznym kolorowym miejscem, pełnym energii, zdarzeń i wyzwań, wśród których handel jest tylko jedną z wielu. Wejście na bazar jest jak podjęcie przygody. Można spostrzec przed wejściem osoby wykonujące dziwne ruchy. Wyglądają jak wojownicy przygotowujący się do bitwy, poprawiają kurtki, podciągają pasy u spodni, sprawdzają, czy dobrze schowana jest kasa. Rozglądają się bacznie i ruszają. To są ruchy przygotowawcze. Początek czekającej ich przygody.

Fascynującym zjawiskiem przyciągającym ludzi jest legenda tego miejsca. Od ponad 100 lat trwa tam środowisko o określonej mentalności i temperaturze życia. Bazar działał jak magnes, który przyciągał określonych ludzi zawsze, jak Dziki Zachód poszukiwaczy złota.

Dźwiękowo bazar to był jeden wielki szum, porównywalny do odgłosów dochodzących z ula. Bazar to była wyspa na morzu miasta – kwintesencja przedmieścia. Język bazaru – pisał Jacek Kurczewski, odwołując się do Bachtina – stanowi świadome naruszenie przyjętych norm zwracania się do siebie, świadome odejście od stosowania się do konwenansu, do etykiety, grzeczności. Podstawowe cechy języka bazaru to przyziemność i humor. Można tu mówić o specyficznej kulturze śmiechu, w której znajduje wyzwolenie człowiek bazaru. Płynący pomiędzy straganami dialog ma humorystyczny charakter dzięki połączeniu „grubego słowa, pieszczotliwego zdrobnienia i ironii”; „Nie za drogo babciu spekulujecie? – rzuca ktoś z tłumu. – Spierdalaj synku, to nie ZUS” – odpowiada staruszka sprzedająca słodycze.[8]

Kolejnym elementem są więc przekleństwa, które stanowią nieoficjalny składnik mowy, a wszystkie te elementy łączy sprośność. Kiedy rozmawiamy w obcym języku, zdarza nam się używać słów sprośnych, ale nie odczuwamy ich jako takich. Słowo sprośne, jeśli jest źle wymówione, wzbudza śmiech. Trudno jest być sprośnym z cudzoziemką. Sprośność to – jak pisał Kundera – najgłębszy korzeń naszego przywiązania do ojczyzny.[9]

Język bazaru, język mowy naturalnej, potocznej występuje głównie w zebranych relacjach, które zostały spisane z nagrań. Z nich próbujemy odtworzyć, zrekonstruować świat, który przeminął. „Poszukiwanie utraconej teraźniejszości: poszukiwanie melodycznej prawdy chwili: pragnienie dostrzeżenia i uchwycenia tej umykającej prawdy, pragnienie przeniknięcia tym samym tajemnicy rzeczywistości bezpośredniej i nieustannie ulatującej z naszego życia, które w ten sposób staje się rzeczą najmniej nam znaną na świecie. Oto w czym tkwi znaczenie żywej mowy.”[10] „Człowieka oddzielają od przeszłości (nawet od przeszłości z przed kilku chwil) dwie siły, które natychmiast biorą się do wspólnego dzieła: siła zapominania (która zaciera) i siła pamięci (która przeinacza). Za wąską ścieżką tego, co stwierdzone (nie ma wątpliwości, że Napoleon przegrał bitwę pod Waterloo), rozciąga się nieskończona przestrzeń, przestrzeń niedokładności, wymysłów, zniekształceń, uproszczeń, przesady, mylnego rozumienia, nieskończona przestrzeń nieprawd, które kopulują, mnożą się jak szczury (…)”.[11]

Próbując zrekonstruować przeszłość bazaru, stykamy się bezpośrednio z tymi dwoma siłami: pamięcią i zapominaniem. Bardzo często wypowiedzi naszych bohaterów nie tyle mówią nam o faktach, ile o tym, jak oni te fakty pamiętają, dlaczego właśnie tak i co chcą nam przez to powiedzieć. Jest w tym zmierzanie do mitu nadającego opowieściom ostateczny sens. Dlatego pomimo zniekształceń i nieprawd wkradających się w relacje, pomimo zastrzeżeń dotyczących wypowiedzi anonimowych, wybija się mimo wszystko i ponad wszystko dominanta prawdy istoty i znaczenia. Wynika ona z polifonii, z wielości różnorodnych głosów, świadomości i punktów widzenia zmierzających do obiektywizmu, a obiektywizm w dziennikarstwie cenimy niezmierne wysoko.

Jeśli z inspiracji Gurdżijewa[12] przyjmiemy podział sztuki na obiektywną i subiektywną, to w sposób naturalny nasuwa się pytanie o obiektywną i subiektywną sztukę dokumentu, sztukę reportażu oraz jak ten podział ma się do „Dziejów bazaru Różyckiego”. Sztuka subiektywna to reportaż monofoniczny oparty przede wszystkim na jednostkowym widzeniu rzeczy, zjawisk, ludzi i zdarzeń. Często rządzi nią ludzki kaprys oparty na przypadkowych skojarzeniach, a dominuje chęć wyrażenia swojego indywidualnego, autorskiego stosunku do rzeczywistości. Aktowi tworzenia nie musi towarzyszyć w pełni świadomy proces twórczy (wena, natchnienie). Pracuje się głównie w pojedynkę, w samotności, tworząc dzieło towar – książkę. Dominuje myślenie: ja i moja twórcza kariera.

Polifoniczna powieść dokumentalna w sposób oczywisty zgłasza swój akces do sztuki obiektywnej. Jest opowiadaniem o świecie głosami świata opartymi na relacjach i na świadectwach. To próba uchwycenia, oddania, wyrażenia świata w całym jego bogactwie i różnorodności. „Dzieje bazaru Różyckiego” to próba rekonstrukcji rzeczywistości, poprzez kondensację zbiorowego doświadczenia. Pod powierzchnią wydarzeń poszukujemy ukrytych mechanizmów, modeli, struktur. Badamy je, wykrywamy, studiujemy – dążąc do prawdy, istoty i znaczenia. Sztuką obiektywną rządzi namiętność poznania, a jej dominantą jest świadomość, intencjonalność i społeczna użyteczność. Chcemy, żeby nasza opowieść przyczyniła się do tego, żeby na bazar Różyckiego wróciło życie. Sztuka obiektywna ma walor ponadjednostkowy, odsłaniając prawa losu wspólnoty i przeznaczenia człowieka. Przyszłość sztuki obiektywnej to praca zespołowa, to wielkie narracje, którym nie jest dziś w stanie podołać jeden człowiek.

Liczy się tu zarówno dzieło – towar, wytwór: ukończona książka, jak i dzieło – proces nakierowany na pracę wewnętrzną zespołu, na eksperymenty i poszukiwania, na bycie razem. Dla nas to bycie razem, artystyczna wspólnota jest wartością samą w sobie, choć nieujawnianą na zewnątrz. Pracując nad dziejami bazaru Różyckiego, myślimy o „wyjściu” z dziennikarstwa i – idąc za Mickiewiczowskim przekonaniem, że najważniejsza na świecie jest poezja, ale od poezji jeszcze ważniejszy jest czyn – chcemy, by rezultaty naszej pracy prezentować w formie Multiplastikonu (to nasz czyn) na terenie samego bazaru.

Co to takiego Multiplastikon? Reportaż ze swej natury jest multimedialny, ponieważ rzeczywistość daje się dokumentować – rejestrować poprzez wiele różnych mediów, od tekstu, rysunku, fotografii, dźwięku po film. Te wszystkie media – narzędzia i stojące za nimi możliwości służą nam do stworzenia komunikatu – rekonstrukcji zdarzeń i ich interpretacji. Dzięki internetowi możemy je bezpośrednio konfrontować, tworząc nowy multimedialny gatunek – reportaż on-line. Dla naszej powieści polifonicznej internet stał się ważnym narzędziem warsztatowym, a w konsekwencji oddzielnym, autonomicznym i autotelicznym bytem – multimedialną, polifoniczną powieścią dokumentalną on-line. Dzięki niej możliwe staje się prezentowanie dzieła wielowarstwowego (kolejne warstwy poszerzają, pogłębiają i prezentują cały zebrany materiał, którego książka papierowa jest jedynie czubkiem góry lodowej), linkowanie go, nasycanie dźwiękiem, fotografią, filmem. W tej formie możemy zebrany materiał studiować. To rodzaj wirtualnego archiwum, wirtualnego muzeum tematu i do takiego celu w „Dziejach bazaru Różyckiego” zmierzamy. Nosi on nazwę www.bazar-rozyckiego.pl. Gdyby kiedykolwiek (student, naukowiec, artysta) zainteresował się tematem bazaru, to dzięki naszemu „archiwum tematu” będzie miał możliwość skorzystania z jego zasobów pozwalających w sposób szybki, kompetentny i atrakcyjny zbliżyć się do niego.

Książka i jej wersja internetowa stała się dla nas scenariuszową bazą do stworzenia MULTIPLASTIKONU – wirtualnego muzeum miejsca – obiektu usytuowanego na terenie bazaru, w którym prezentowane będą sceny z jego dziejów. Obiekt nawiązuje do poetyki panoramy i fotoplastykonu (fotografia stereoskopowa). Posługując się techniką 3D, animacją, wprowadza nas w zrekonstruowany świat bazaru – świat miejsca, w którym ten pokaz oglądamy. Gdy po obejrzeniu pokazu będziemy wychodzić z obiektu, otoczy nas – mamy nadzieję – już zrewitalizowany i tryskający życiem bazar. Multiplastikon przedstawiający sceny z dziejów bazaru to próba dostarczenia odbiorcy nie tylko klucza poznawczego, edukacyjnego, ale i atrakcji turystycznej promującej to niezwykłe miejsce.

Bazar był soczewką polskiego życia, polskiej historii. W czasach PRL-u partia próbowała podporządkować sobie społeczeństwo i zorganizować je na własną, jednomyślną modłę. Na bazarze natomiast życie było dynamiczne, anarchiczne. Tam czuło się tę specyficzną dezorganizację społeczności. Taki kawałek Polski, którego władze nie były w stanie ogarnąć, oswoić do końca. Po przełomie 1989 roku nastąpiły jednak zmiany. Starzy ludzie bazaru odeszli, pojawili się nowi. W poczucie łączności, solidarności, w poczucie więzi międzyludzkich, wypracowanych przez lata PRL-u, zaczęła się wkradać korozja. Świat kupców został przez komunę zdeprawowany, mimo że mieli oni w sobie biologiczną odporność egzystencjalną, która wyrażała się w tym, aby za wszelką cenę przeżyć, nie dać się zniszczyć, zdobyć jak najwięcej środków materialnych – wszystko jedno w jaki sposób. W miarę upływu czasu bazar stawał się miejscem, gdzie wszystko i wszyscy są do kupienia, gdzie każdy może każdego zniszczyć i zgnoić, gdzie nikt nie jest ważny i nic nie jest ważne, gdzie więzi społeczne przekształcają się w relacje handlowe. To trwanie wspólnoty, jej rozkład i próba zmartwychwstania stanowi ideę, oś powieści. „Dzieje bazaru Różyckiego” to jednak nie tylko fragment historii politycznej i obyczajowej PRL-u, ambicją autora jest pokazanie bazaru jako symbolu, jako metafory samego życia z jego karnawałową istotą i zagadką.

Łączy nas z bazarem pamięć i sympatia dla jego atmosfery oraz chęć zachowania tego miejsca jako żywego świadectwa kultury warszawskiej, ukształtowanej przez niezamożną część społeczeństwa. Ten specyficzny „mikroświat” rządził się swoimi zasadami, panowały w nim określone mody, wykształcał on własną zhierarchizowaną strukturę społeczną, a także swoistą kulturę. Właśnie tu pozostały resztki atmosfery zarówno z czasów międzywojennych, jak i okresu gospodarki socjalistycznej. Bazar nie był jednak, jak się go obecnie postrzega, jedynie barwnym urzeczywistnieniem i oazą praskiej czy warszawskiej atmosfery. Pozostał on przede wszystkim miejscem pracy i sposobem na utrzymanie się wielu tysięcy ludzi, a owa atmosfera była konsekwencją mentalności i sposobu życia tych ludzi.

Czy „Dzieje bazaru Różyckiego” to wielki temat? W okresie reidentyfikacji, jaki przeżywamy – na pewno. Powrót do siebie wolnego, choćby w sposób ograniczony, ale niezależnego i niepodległego, wymaga powrotu do wypróbowanych wartości, doświadczeń z przeszłości, a więc wymaga ciągłości. Na praskim bazarze została zachowana ciągłość, którą trudno odnaleźć w Śródmieściu. Bazar Różyckiego to ciągle kameralność, nieoficjalność, naturalność, bezpośredniość wraz z wynikającą z nich więzią i wyrazistym etosem, którego trudno by szukać na Marszałkowskiej i w centrach handlowych. Czuć to w konfrontacji ze Śródmieściem, oficjalnym, ufryzowanym, poprawnym politycznie, zatomizowanym i transgresyjnym – żeby nie powiedzieć nihilistycznym. Intelektualny totalitaryzm Śródmieścia, jego pretensje do przywództwa duchowego, jego małpowanie Zachodu przyjęte za postęp to od lat już odczuwana, zwłaszcza przez młode pokolenie, martwa perspektywa. Nie chcemy przeciwstawiać Śródmieścia bazarowi Różyckiego. Miasto jest jedno, ale musi ono zdecydowanie poszerzyć definicję „wspólnoty”. W okresie reidentyfikacji istotne jest dla wszystkich tożsamościowców odwoływanie się do wspólnoty odczuwanej, a nie negocjowanej jak w Śródmieściu. Uważamy, że to na bazarze leży dziś istotna część odpowiedzi na pytanie, co zrobimy w Polsce z wolnością.

 

Marek Miller

 

 

 

 

 

 


[1] Zob: Milan Kundera, „Sztuka powieści”, Czytelnik, Warszawa 1998, s. 14.

[2] Zob: Marek Nowakowski – Wstęp do książki „Co dzień świeży pieniądz, czyli dzieje bazaru Różyckiego”.

[3] Zob: Konstanty Puzyna [w:] Jerzy Grotowski, „Teksty z lat 1965–1969”, Wiedza o kulturze, Wrocław 1990, s. 181.

[4] Milan Kundera, „Sztuka Powieści”, Czytelnik, Warszawa 1998, s. 78.

[5] Zob: Tomasz Jan Chlebowski, „Horyzonty spotkań Ryszarda Kapuścińskiego”, Difin, Warszawa 2014, s. 51, 52.

[6] Zob: Jacek Kurczewski, Mariusz Cichomski, Krzysztof Wiliński, „Wielkie bazary warszawskie: środowisko społeczne, kultura i problem społeczny”, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2010 , s. 247.

[7] Zob. Jacek Kurczewski – jw., s.48 i s.49.

[8] Zob: Jacek Kurczewski, Mariusz Cichomski, Krzysztof Wiliński, „Wielkie bazary warszawskie: środowisko społeczne, kultura i problem społeczny”, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2010 , s. 64.

[9] Zob: Milan Kundera, „Sztuka powieści”, Czytelnik, Warszawa 1998, s. 129.

[10] Zob: Milan Kundera, „Spotkanie”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2009 , s. 124.

[11] Zob: Milan Kundera, „Zasłona”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006, s. 138.

[12] Zob: Zbigniew Osiński „Grotowski wytycza trasy”, Pusty Oblok, Warszawa 1993, s. 280.

Posłowie